W łagodnych słowach o feministkach i kobietach wyzwolonych

Dziś uderzę w temat znany i (nie)lubiany, rozpalający wszelkiej maści środowiska polityczne (tak przynajmniej się na tym na lewo od lewa wydaje). Trudno nie zgodzić się z faktem, że feministki to bardzo specyficzna, nazwijmy to, grupa społeczna, skupiająca w swoich szeregach jeszcze bardziej specyficznych członków o jeszcze bardziej specyficznych poglądach. Tak w skrócie. Z racji tego, że człek ze mnie w słowach nie przebierający, w kilku takowych postaram się ów ewenement opisać i wyjaśnić, dlaczego feministki to… (niestety, wordpress chyba zakazuje używania co poniektórych słów).

Najsampierw trzeba jasno i klarownie rzec, iż feministki, z całą tą swoją niby pro-kobiecą retoryką niszczą przede wszystkim nikogo innego, jak tylko same kobiety. Mało tego! One wręcz na kobiety plują. Nie mogą pojąć, że są na tym świecie przedstawicielki płci pięknej, które chcą mieć dzieci, męża, udane życie rodzinne. No kurna, przecież to zaściankowość, brak postępu i w ogóle smród, bród i trzy metry gnoju. Samo pojęcie „rodziny” często wywołuje w feministkach wręcz odruch wymiotny, a one same upatrują w niej raczej mordercze jarzmo, które niszczy ich silną niezależność, a nie jawi się jako szczęście i spełnienie. Trudno nie dostrzec, iż głównym obiektem dysput feministek są krwiożerczy, dominujący mężczyźni i uciemiężone kobiety, który winny wyrwać się z mąk męskiej dominacji. Panie, no idealny przykład myśli Marksistowskiej w praktyce. Z tymże tutaj, zamiast walki klas mamy walkę płci, obarczoną tonami obelg, wyzwisk, szalonych protestów i dzikich, wynaturzonych stwierdzeń.

Chcąc lepiej spojrzeć na oczywisty bezsens durnych „postulatów” feministek należy odwołać się do koncepcji człowieka jako takiej. Wyzwolona płeć żeńska widzi bowiem kobietę jako wyodrębniony indywidualizm, uciemiężony przez warunki społeczne (to jest dominujących mężczyzn). Idiotyzm takiego myślenia normalnie aż boli. Człowiek nie jest wyodrębnioną jednostką. Zostaliśmy stworzeni przez Boga (możecie sobie zamienić na naturę, ewolucję, jak tam chcecie) jako kobieta i mężczyzna. I to jest fakt. Nie jest więc człowiek w swej naturze samowystarczalny, ani na płaszczyźnie ekonomicznej, ani biologicznej, psychicznej, społecznej i żadnej innej. Nie możemy istnieć bez społeczeństwa. Najzwyczajniej w świecie potrzebujemy drugiego człowieka. Dlatego bardzo, ale to bardzo ważne jest, aby każda ze społecznych struktur, w jakich człowiek żyje, funkcjonowała prawidłowo. A jedną z najważniejszych, o ile nie najważniejszą społeczną strukturą jest rodzina. Miejsce w którym się urodziliśmy. Miejsce, w którym stawialiśmy pierwsze kroki, gdzie wypowiadaliśmy pierwsze słowa, poznawaliśmy historię naszych przodków, odbieraliśmy wychowanie kulturowe. Bez normalnej, kochającej, pełnej miłości rodziny człowiek nie może się prawidłowo rozwinąć. Nigdy. Dlatego też, zarówno kobieta, jak i mężczyzna w swej istocie są na tę rodzinę skazani (są jeszcze inne przypadki, ale to inny temat). Tam właśnie odkrywają oni sens bytu i własną tożsamość. To w niej się też realizują – właśnie jako kobieta i mężczyzna.

Tymczasem komunistyczne feministki za wszelką cenę deprecjonują rolę matki czy żony, niemiłosiernie cisnąc w tak „płytkie” i „powierzchowne” „dzielenie” kobiet. Kwestionują zasadność nierozerwalnego małżeństwa, twierdząc, że „ku*wa, jak coś ci nie pasuje to się rozwiedź”. Jak tylko pojawią się jakieś rodzinne problemy (co jest całkowicie normalne!) to trza wyswobodzić się z tych destrukcyjnych więzów i pokazać swoją do ku*wy nędzy niezależność. Walić to, że będą cierpieć dzieci, inni ludzie a na końcu i tak to ona zostanie sama z tymi dziećmi zostanie i będzie miała na głowie ich prawidłowe wychowanie. Zero miejsca na miłość, dialog, pomoc, ufność, rozmowę…

Dobra, ale to w zasadzie tylko liźnięcie tematu. Teraz sprawy, które co poniektórych tygrysków interesują najbardziej. Kwestie ekonomiczne i społeczne. To dopiero jest pole do orania. W polskim prawie żadna z płci nie jest w jakiś specjalny sposób faworyzowana. Feministki, walcząc o równość płci starają się przemocą wpływać na prywatne opinie ludzi. Generalnie karabin zamiast rozumu, no wiecie.

Jak powszechnie wiadomo domagają się one zrównania płac kobiet i mężczyzn. Rzecz jasna pomijają wszelkie mechanizmy rynkowe i nie potrafią zrozumieć, że każdy produkt (a takim jest także praca) definiowany jest przez popyt i podaż. Skoro popyt na pracę mężczyzn jest większy, to pracodawcy zapłacą im więcej. Bo popytu na pracę kobiet nie można zwiększyć. Poza tym, jeśli mężczyźni na tych samych stanowiskach zarabiają więcej niż kobiety… Czemu pracodawcy nie zatrudniają samych kobiet? Hę?

Walka feministek z „patriarchalnym społeczeństwem” objawia się poprzez narzucanie wszystkim swojego jedynego, słusznego światopoglądu. Przy pomocy wszelakich mediów, protestów, i innego rodzaju propagandy próbują wymusić na ludziach uznanie głoszonej przez nich światłej prawdy. Nie szanują prawa do prywatnej opinii… No bo nawet, jeśli udałoby się ustawą „zrównać płci” (taki kretynizm, że aż oczy szczypią) to nadal może zdarzyć się mężczyzna, który uzna się za lepszego od kobiet. Szowinista, cham, prostak i w ogóle wrzód na zdrowym organizmie narodu. Ale kobieta uważająca się za lepszą od mężczyzny… No, tutaj należą się już gratulacje za odwagę i jasne postawienie sprawy!

Na koniec spójrzmy jeszcze tylko na tę najbardziej „palącą” kwestię, czyli rozwój zawodowy i awans społeczny. Według feministek, rolę żony i matki należy poświęcić w imię kariery. No ba, kurna, czemu nie! Skończmy z „kurą domową”, jak to obraźliwie i całkowicie karygodnie nazywają te dziwne istoty. Otóż, drogie feministki: rola żony i matki (nie „kury domowej”, do jasnej cholery), która w rodzinie jest rolą absolutnie nadrzędną (tak jak absolutnie nadrzędną dla mężczyzny jest rola męża i ojca) nie musi stać w opozycji do robienia kariery. Wystarczy spojrzeć na pierwszy przykład z brzegu… Amerykański kongres. Większość kobiet, które piastują tam wysokie urzędy ma po kilkoro dzieci. Własna rodzina w niczym im nie przeszkodziła…

Mężczyzna jest na kobietę skazany i na odwrót. Wzajemnie się uzupełniają i dopełniają. Kobieta posiada cechy, których nie posiada mężczyzna, tak samo w drugą stronę. Zwyczajnie się między sobą różnimy, a tylko razem możemy stanowić harmonijną całość. Oboje mamy predyspozycje do czegoś innego, bo tak zostaliśmy stworzeni. Kobieta będzie świetna w wielu rzeczach, w których mężczyzna nigdy jej nie dorówna, podobnie mężczyzna będzie lepszy w rzeczach, w których kobieta nigdy najlepsza nie będzie. Tak zostaliśmy ukształtowani. Najzwyczajniej w świecie.

I jasno trzeba jeszcze powiedzieć… Drogie feministki. Bez kobiet mężczyzn by nie było. Bez kobiet zwyczajnie nie dalibyśmy  rady. To dla nich piszemy wiersze, utwory, malujemy obrazy, zakładamy kapele rockowe, budujemy firmy, zarabiamy pieniądze. To dla ich urody, delikatności, uczuciowości, ponad naturalnej intuicji i wspaniałego piękna staramy się budować ten świat. I tak już jest od zarajania dziejów… Wszak nawet siedząc w jaskiniach polowaliśmy dla was, żebyście nie musiały się czuć zagrożone. Czyż nie?

A na koniec kilka jak zawsze ciekawych wypowiedzi feministek rodem z Polski 🙂